Boże, jaki tu bałagan - powiedziała postać, która pojawiła się na bocznej. - Tu chyba dziesiątki lat nikogo nie było! Zgniłe liście, błoto. Mokradła jakieś! Mech na ławeczce, na tym dziwnym drzewie... Drzewo mrugnęło nagle światłem. Mój Boże, to nie drzewo, to lampa! Toż to karygodne! Czy jest tu właściciel?! Halo! Zadzwonię chyba do Towarzystwa Opieki nad Uliczkami. Takich łotrów do więzienia wsadzać powinni. I to owiniętych zgniłymi dywanami, żeby wiedzieli, jak to jest. Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe! Ech, co ja będę dzwonić... Po sądach będą ciągać, świadczyć karzą, na Dzielnik przysięgać. A ja w ten Dzielnik tak do końca... No może i prawda, że to tamto, że rumianek... Ale żeby na te rozmaryny przysięgać - co to, to nie! Lepiej ogarnę tu trochę.
Z okazji którejśtam rocznicy moich zaniedbań składam na zemszałe drogi Bocznej mojej wiernej - bukiet astrów wraz z życzeniami powrotu z tych przeklętych głównych, w których się eł chwieje co raz to i kiedyś wypadnie. I wtedy już ani Bocznej, ani lampy, ani ławeczki...
Po co mi żyć jeśli mam tkwić na brudnych żmudnych paskudnych głównych
Więc niech się zjesienni niech się dopali czego nie zdusi złej głównej szalik
Boczna moja zaniedbana... Ja tu jestem, tylko czasu nie mam. Ale już niedługo zmienię żarówkę w miodnej lampie, dywan odkurzę, zeschłe liście pozbieram, ławeczkę odmaluję. I może wiosna nawet przyjdzie?...